Wracałam właśnie z lasu do osady. Jak zwykle, strażnik nie sprawdzał mnie, tylko przepuścił. Zmarszczyłam brwi, bo nagle przyszła mi do głowy myśl, że gdzieś w grze może być mikstura, czy coś takiego, pozwalająca na zmianę wyglądu. Przypomniałam sobie ,,złych ludzi'' i wyobraziłam sobie, jak ktoś się pode mnie podszywa i przemyca do Miasta potężną broń, a następnie zabija wszystkich graczy i niszczy naszą długą pracę... Pokręciłam głową. - Mnie też powinniście sprawdzać - rzuciłam do chłopaka, coś mi się kojarzyło, że to Barel, ale nie byłam pewna, a nie chciałam popełnić gafy. Nienawidzę tego, że prawie wszyscy mnie tu znają, a ja prawie nikogo nie kojarzę nawet z imienia... - Ale przecież... - próbował wytłumaczyć, że każdy tu wygląda inaczej i ja to na pewno ja. - Ostrożności nigdy za wiele - stwierdziłam filozoficznie i puściłam mu oczko. Wtem moją uwagę zwrócił jakiś chłopak szarpiący się z drugim strażnikiem. Dziecko, na oko mniej niż dziesięć lat. Co ono tu robi?...