Ace zaciągnęła nas pod arenę, gdzie niemal od razu zaczęła domagać się mojej uwagi. Była ze mną zaledwie dzień, a już miałem wrażenie, że jest rozpieszczonym kotem. Nie chcąc sprawić zwierzakowi zawodu, zacząłem ją głaskać, drapać i trochę zaczepnie tarmosić, a ona za to położyła się na ziemi, odsłaniając brzuch do drapania. Nie mogłem powstrzymać się od lekkiego śmiechu, wywołanego przez tygrysa. Ciekawe jak będzie, gdy już podrośnie. Usiadłem na ziemi tuż obok swojego zwierzaka, po chwili przypominając sobie, że jest z nami Serenity. - Spokojnie, jest grzeczna. Nie ugryzie. - powiedziałem, gdy dziewczyna zaczęła się nieco przyglądać zwierzęciu. - Prawda Ace? - zapytałem pupila, podnosząc jej łeb nieco ku górze. Oblizała się, zahaczając przy tym językiem o moją dłoń. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. - Jak chcesz to, możesz ją śmiało pogłaskać. - powiedziałem, starając się przekonać do tego dziewczynę. Przykucnęła obok, a po chwili wahania, powoli wyciągnęła dłoń w stronę białej tygrys...