Przyjrzałam się chłopakowi. Nienaganna postawa, wyprostowane plecy, uśmiech jak u drapieżnika, a przy tym mimo wszystko jakaś chłopięca nutka nastoletniego buntu, wciąż czająca się w roziskrzonych, niebieskich oczach. – Dzień dobry. Nic z tych rzeczy, chciałem się upewnić co ma pani do zaoferowania. – Chyba wszystkie aparaty świata, programy do robienia ss i tak dalej, nie uchwyciłyby prawdziwej istoty mojej miny, która aktualnie musiała zdobić moją twarz. Panie, stolarka, naprawianie lub tworzenie, czego pan chcesz więcej? Westchnęłam, wznosząc w duchu oczy w teorii ku niebu, w praktyce ku wirtualnemu sufitowi. Za jakiego grzechy...? – A czego spodziewa się... – Tutaj się zacięłam delikatnie, ale zaraz wypaliłam, stwierdzając, że co mi szkodzi. – Pan u rzemieślnika? – Dobra, Kim, tylko na tyle cię stać? Żeby cię w grze umieścić to jedno, ale żeby język stępić? Mój rozmówca uśmiechnął się połowiczniee, krzyżując ręce. Uniosłam brwi, rozkładając pytająco dłonie. Konkrety, k...